Wady marketingu wirusowego cz II

Na początek dziękuję Bartku, że napisałeś komentarz. Każdy jest cennym źródłem wiedzy.

1. Kwestia zasięgu pozostaje kwestią sporną. Odpowiedz sobie na pytanie ile widziałaś reklam, które obiegły np. całą Polskę. Filmiki typu Kononowicz nie liczą się, bo nie mają na celu sprzedaż. Mam doświadczenia zarówno z adwords jak i z viralem. Uwierz mi czasem lepiej (pod kątem sprzedaży) jest postawić 300 pln na adWords niż wydawać kasę na tworzenie filmu (rzadko stworzenie reklamy, profesjonalnej) kosztuje grosze. Jeśli do tego dodamy trudność zapewnienia przylepności. Mamy odpowiedź. Nad tym na prawdę warto się zastanawiać. Co nie znaczy, że zawsze jest to lepsze (czyli autor artykułu pisząc – zastanów się…. ) poddawał to po prostu pod zdroworozsądkowy osąd.

1. http://www.marketing-news.pl/special.php?page=12 tu masz przykłady (ja dużo z tych reklam znam- nie wiem jak Ty).
Ale ostatnim MEGA wiralem jest.. mentos (wrzucany do płynów gazowanych). I nie kosztował prawie w ogóle. Wystarczyło zrobić stronę i zorganizować konkurs. Polskie wersje mentosa też były.
Wykorzystanie w swoim czasie Chucka Norrisa też gwarantowało super reklamę.
Chuck Norris rozwiązał kod Leonarda da Vinci… później go zawiązał, przewiązał i wywiązał się z tego wzorowo.
Chuck Norris wygina smiało ciało.
Chuck Norris potrafi w FIFA 2006 strzelić gola Rasiakiem
Gazu nie bedzie. Chuck Norris kopnąl Krystynę z półobrotu.

Swoją drogą Krystyna z gazowni to był strzał w 10.

Oczywiście nie oznacza to, że sprzedaż tych produktów nagle wzrosła, ale oznacza, że jednak reklama dział i ludzie mieli kontakt z marką. Budowanie świadomości marki.
Krysia z gazowni pewnie nie spowodowała, że ludzie nagle podłączali TPSA, ale choć na trochę opinie o niej były lepsze. To też coś.
Jeśli umieścisz reklamę Adwords to na pewno nie budujesz pozytywnego wizerunku (w ogóle go nie budujesz). Możesz liczyć tylko na kliknięcia.
Chcę tylko podkreślić jeszcze, że nie jestem ANTYadword. Korzystam z niego i uważam za zartościowe narzędzie. Nie wykluczam jego użycia i nie zawsze viral jest lepszy niż „zwykła” reklama.

2. Konwersja obejrzeń na zakupy.
Bądźmy szczerzy – jeśli coś jest wiralowe, to nie dlatego, że produkt jest taki super, tylko dlatego, że historia jest zabawna, albo “przylepna” np. size matter (sprawdź w youtube). Konwersja rzędu 0,01 % (np. w branży wędkarskiej) to sporo, w AdWords spokojnie można osiągać lepsze konwersje… Viral źle jest traktować jedynie pod kątem sprzedaży, tutaj raczej chodzi o rozpoznawalność marki (przynajmniej w większości przypadków).

Oczywiście – viral służy głównie marce a nie produktowi – zgodzę się w 100%. Ale umiejętne zbudowanie viralu spowoduje wzost sprzedaży również. Dajmy przykład gmail. Kiedy było na zaproszenia każdy chciał je mieć (tak jak teraz joost). Nie jest to sprzedawane, ale chodzi o uzcestnictwo. Gdyby gmail czy joost reklamowałyby się adwordem nie miałyby tylu chętnych. Paradoks zakazanego owocu.
Nie zapominajmy, że viral działa także na nasze ego. Jeśli mamy siłę sprawczą mamy szanse na sukces kampanii. Reklamę się tylko ogląda. Viral często można tworzyć.

3. Brak przewidywalności kampanii to nie wada.
Czy Ty miałaś kiedyś do czynienia z jakimkolwiek klientem na reklamę, pierwsze o co klient Cię zapyta, to jaki efekt da mu wyłożenie określonej kasy na reklamę. To jest olbrzymia wada….

Miałam doczynienia z klientami. Oczywiście, że jeśli się wszystko da zmierzyć i policzyć to klient jest szczęśliwy. Ale większość nowoczesnych managerów uczonych, że dotychczasowe metody tworzenia strategii są nieskuteczne odchodzą od zasady kwantyfikacji.

4. Problem z mierzalnością. Częściowo połączony z pkt. 3.
Jak chcesz mierzyć wejścia tych, którzy zobaczyli adres filmiku na YouTube? O Jakich licznikach mówisz? Ja mam doświadczenie z GoogleAnalitycs i ze stat.pl oraz Webalizera. Nie ma tam takowych opcji, bo i być nie może. Możesz mierzyć wejścia z linków. A jak umieścisz link w filmiku?

Jakiż jest problem w umieszczeniu filmiku w ramce? Tworzysz stronę- szpikujesz statystykami i wrzucasz w ramkę np YouTube, albo w ogóle sam filmik. Na YouTube masz statystyki osb, które weszły na stronę filmiku. (obok systemu oceniania). Zawsze też możesz np robiąc reklamę tego filmiku umieszczać link licznika, który przekierowuje na YouTube. Takich darmowych i prostych skryptów jest pełno – jest też trochę poważniejszych. Co to filmku – w filmikach można umieszczać linki (wykorzystanie flash i konwertowanie). Można, jeśli nie wrzucasz na gotowe strony stworzyć stronę i masz licznik strony i możesz zrobić licznik w przycisku play.
Zawsze też można spróbować dogadać się z administracją serwisów, żeby udostępniła jakieś statystyki.

Generalnie jestem pod wrażeniem, cała branża i wszyscy zajmujący się profesjonalnie viralem nie mogą znaleźć złotego przepisu na skuteczny viral, a Ty kończysz komentowanie artykułu akapitem zaczynającym się od zdania . Nic prostszego.

Przytoczę cały akapit:
„Znowu błąd. Umieszczając filmik na stronach mamy liczniki odwiedzin. Jeśli dajemy link możemy spokojnie liczyć statystyki z kliknięć. Jeśli powstaną artykuły, przeróbki itd to wystarczy również analizować ich statystyki. Nic prostrzego.”
Nic prostrzego odnosi się do analizy statystyk artykułów, odwiedzin filmików itd. a nie do tworzenia virala. I na pewno nie jest to 1 zdanie tego akapitu 🙂

Pozdrawiam.
Bartosz.

Dziękuję Bartku za komentarz.

Advertisements