Flash mob paparazzi

Zastanawialiście się czasem jak z niektórych celebrieties zrobiono gwiazdy? Oto odpowiedź!

Wynajęliśmy grupę fotografów, którzy z miejsca zaczynali strzelać fotki. Dzięki temu przybiegali fotografowie agencyjni i robili zdjęcia, bo dali się ponieść atmosferze afery.
…w ten sposób Julian Kozankiewicz z EMLab (dawniej EventLab) opisuje w wywiadzie dla Wirtualnychmediów.pl jedną z akcji marketingu partyzanckiego, czyli guerilla marketingu.

Kilka pstryknięć fleszem i już zbiegają się hieny, bo coś na pewno się dzieje.

Najpierw mnie rozbawiło – wystarczy pstryknąć kilka razy fleszem, żeby rodzimi paparazzi uznali, że oto dzieje się coś ważnego i godnego uwiecznienia… Toż to żywa odpowiedź dla wszystkich pytających „jak u licha gwaiazdami zostały niektóre z Polskich celebrieties?!” 🙂 Ano wlaśnie – ze stadnego instynktu foto i nie-foto reporterów…
Przyszło mi na myśl, że na bardzo podobnym modelu oparty jest używany czasem przez nas w kontaktach z mediami mechanizm „przez lokalnego do dużego”: z tematem, z którym trudno się przebić do największych i najpoważniejszych mediów, idziemy najpierw do jakiejś mniejszej redakcji (np. regionalnej). A gdy już nazbieramy trochę wycinków, uzbrojeni w nie pokazujemy „grubaśnemu medium”, że nasz temat wart jest zainteresowania i już się o nim pisze…

Przyszło mi też na myśl, że zupełnie podobnie działa to w obszarze social media – dbasz by twoje story zafunkcjonowało, rozprzestrzeniało się i wraz z rosnącym zasięgiem i popularnością twoja informacja przenosi się na coraz wyższe i wyższe hierarchie – bardziej znaczących i prestiżowych – blogów czy serwisów informacyjnych.

Modele jak wida są wieczne i uniwersalne, tylko okoliczności i warunki się zmieniają… 🙂

Reklamy