Fake blogi (flogi)

W 2006 roku słynna była draka związana z firmą Sony (nie pierwsza i nie ostatnia), która postanowiła reklamować się przez fake bloga (bloga założonego jedynie na potrzeby reklamowania marki lub produktu).
Dlaczego jest tak ważne zauważnie flogów (nie mylić z splogami)? Bo prawdziwy blog to pasja i autorytet. Flogi nie posiadają żadnej z tych cech. Co więcej pokazują, że nikt z firmy nie jest na tyle zafascynowany produktem, żeby o nim pisać. Trzeba do tego zatrdniać agencję reklamową.
.

Sony przecholowało
„All I want for X-mas is Playstation Portable”, blog Charliego doczekał się nawet parodii. Wpadł, bo kiepsko posługiwał się slangiem (jak opisują internauci stylisował się na rapera Ali G), a jego grafiki były.. za dobre.
Na dowód marności przygotowania polecam zobaczyć filmik ze strony:

A tak to się zaczęło:

„Ja, Charlie, mam PSP. Mój przyjaciel Jeremy nie, ale chce taką na Gwiazdkę. No to zaczęliśmy podsuwać jego rodzicom nie-tak-wcale-subtelne wskazówki, że PSP byłoby idealnym prezentem. I stworzyliśmy tę stronę dla tych, którzy jak ja chcą PSP!”

Najbardziej internautów denerwowało, że mimo ujawnienia całej akcji blog był nadal aktywny, a teksty reklamowe ukazywały się regularnie. Dopiero „po” 500 komentarzach od oburzonych klientów agencja Zipatoni (zajmująca się tym blogiem) zareagowała. Ale jak…

“Please know that we approached the client initially with this scenario and they said ‘who cares if people find out? As long as it is funny, we do this stuff all of the time.’…when was the last time people were blogging about Zipatoni? I’m confident Dawn will turn this into one helluva a case study in the months to come.”

W wolnym tłumaczeniu: Informowaliśmy klienta (Sony – przyp. tłum.) o możliwości takiego scenariusza (że ludzie się dowiedzą i będą wściekli – przyp. tłum.), ale odpowiadali tylko: ‚kogo to obchodzi, że ludzie się dowiedzą? Dopóki to jest zabawne, będziemy to robili cały czas…’ Kiedy ostatnio ludzie blogowali o (agencji – przyp. tłum.) Zipatoni? Jestem pewien, że w nadchodzącym czasie ta sprawa stanie się pięknym przykładem

Dowodem na to, że żyła tym cała sieć jest to, że na chwilę obecną pod hasłem Sony + fake blog Google pokazuje ponad 2 miliony stron.

Problem polega na tym, że po pewnym czasie mało kto pamięta takie wpadki. McDonald’s, WalMart i Lonely Girl 15 zaliczyły wtopy z fake blogami. Ale Google pamięta.

WalMart bez spodni?
Przeciętna amerykańska para podróżująca po kraju i spędzająca noce na parkungu supermarketów WalMartu w swoim RV (Recreational vehicle – pojeździe do rekreacji). Blog o niewinnym tytule: „Wal-Marting Across America”. Podejrzane? I to bardzo!
Blog „generował” wpisy o pracownikach i produktach. Szkoda tylko, że autorami była para, która należała do WFWM (Working Families for Wal-Mart – pracujących rodzin WM). Oraganizacja ta została stworzona przez firmę Wal-Martową firmę PR – Edelman.

WFWM płaciło za RV, wydatki w podróży, decydowało o trasie i.. pacnęło logo na boku pojazdu. Pomimo linkowania do strony WFWM na blogu nie wspomniano słówkiem, kto był sponsorem. Gdy MediaPost zadzwoniło do WFWM kobieta, która odebrała telefon prosiła o niecytowanie jej, ale zidentyfikowała się jako pracownica Edelmana.

Najbardziej przykre w tym wszystkim było to, że agencja Edelman postrzegana była jako adwokat czytego bloggowania i przejrzystości korporacyjnej. A w tej sytuacji była także w sercu fake bloga. Pomimo wielkiej nagonki ze strony blogosfery i dziennikarzy obie firmy milczały.

Udało się zidentyfikować autorów. Znani jako Jim i Laura na blogu w rzeczywistości to Laura St. Claire – pisarka z zamiłowania i Jim Thresher, 25 letni pracowanik The Washington Post (fotogtaf).

Wszyscy złamali prostą zasadę: bądź uczciwy i przejrzysty w swoich działaniach. Wystarczyło dopisać, że sponsorem wycieczki jest WFWM, że autorami są wyżej wymienione osoby i wszystko byłoby zupełnie inaczej.

McDonald się w grobie przewraca

„Matka Boska na grilowanej kanapce z serem sprzedany na e-Bay”. To nie żart. To fragment większej całości. Mc Donald’s stworzył floga na SixApart’s TypePad jako jeden z elementów związanych z reklamami z Super Bowl związanych z Lincolnfry. Chodziło, jak sama nazwa wskazuje, o frytki przypominające Abe Lincolna.

Był 2005 rok. Seria składała się z 2 reklam. Pierwsz przedstawia całą koncepcję, a w drugiej widzimy jak ktoś kupuje taką frytkę na e-Bay.

Mc Donald’s był tak skuteczny, że sfałszował nie tylko bloga, ale i wszystkie komentarze. Wymyślił nieistniejącego autora i nieistniejących komentujących.

Była to zniewaga dla wszystkich bloggerów od firmy, która wtedy nie miała nawet własnego bloga. Zarabianie na blogach to jedno, ale wykorzystywanie ich w ten sposób, to coś odmiennego.

Lonely, I’m so Lonely Girl 15..
Dorobiła się nawet swojej strony na Wikipedii. Lonely Girl 15.

Była interaktywną serią filmików internetowych opowiadających o życiu fikcyjnej nastolatki o imieniu Bree, która założyła sobie na YouTube konto z nickiem lonelygirl15. W rzeczywistości grana przez amerykańsko-nowo zelandzką aktorkę Jessikę Rose, umieszczała swoje filmiki regularnie. Wzbudziła zainteresowanie w świecie bloggerów. Przed aferą. Chociaż po niej też.

O co chodziło? Kilku panów scenarzystów i twórców filmowych postanowiło 16 czerwca 2006 stworzyć serię filmików. Umieszczali je na YouTube, Revver, metacafe, LiveVideo, Veoh, Bebo i MySpace – czyli wszystkich ówczesnych opiniotwórczych miejsach.

Zaczęło się od „odpowiedzi” na popularne filmiki na YT. Zainteresowało to fanów tych filmików. Gdy popularność rosła powstała strona MySpace, skąd można było się porozumieć bez problemu z „Samotną”. Im bardziej się stawała popularna, tym bardziej była podejrzewana o uczestniczenie w jakiejś kampanii reklamowej lub o bycie częścią gry związanej z wirtualną rzeczywistością. Początkowo wytykano drobne nieścisłości. Już w sierpniu odkryto, że za filmikami stoi CAA (Creative Artists Agency – agencja kreatywnych artystów).

Wszystkich zainteresowanych tym tematem odsyłam do Wikipedii dla poszerzenia horyzontów.

Rowerem go
Nierozpowrzechnianym u nas przypadkiem jest flog Lanca Armstronga: „The Lance Armstrong bike blog”.
Składa się z 4 ważnych elementów:
1. Tworzy reportaże z Tour de France
2. Alternatywny punkt widzenia
3. Chwytliwy i dobrze napisany
4. Nie można go brać na serio przez co czytający nie mają żadnych wątpliwości co do intencji.

Oto przykład:

Three weeks is an awfully long time, folks. The mental strain, the pain, the fatigue, the heartache, the strange swelling down deep in my left fork.
Yes, this blog sure has been tough to keep up.
The race? Oh, yeah, I guess that was tough, too. We won it, you know. Big surprise there. Like I was going to let Lance lose. Hah!
So, now we’re in Paris, and Lance has given me a few days off. This is a great town for a single bike, and I’m certainly going to let my kickstand down and live a little. I might even get my frame pierced.

Trzy tygodnie to strasznie długo. Mentalne nadwyrężenie, ból, fatyga, ból serca i dziwny obrzęk w dolnych partiach mojego widelca (fragment ramy roweru – przyp. tłum.).
Tak, ten blog wiele mnie kosztuje.
Wyścig? O, tak, chyba też jest trudny. Wygraliśmy go, wiesz o tym. Wielka niespodzianka tam. Jakbym miał pozwolić Lancowi przegrać. Ha!
Jesteśmy w Paryżu i Lance dał mi kilka dni wolnego. To świetne miasto dla samotnego roweru i na pewno wykorzystam ten czas, żeby wyluzować. Może nawet zrobię sobie kolczyki.

Blog został stworzony przez Austin-American Stateman (gazetę), a nie agencję marketingową czy pr. Jak już zauważyliście w rolach głównych jest.. rower. Niestandardowe, prawda?

Journal de ma peau
Z głupiego pomysłu floga skorzystała także firma Vichy! W kwietniu 2005 roku „we Francji” pojawił się blog Claire. Spracowana kobieta w średnim wieku z suchą skórą. Choć zdjęcie tego nie potwierdzało. Jej wpisy często dotyczyły nowego kremu przeciwzmarszczkowego firmy Vichy. Dużo pozytywów spowodowało, że szybko odkryto, że Claire nie istnieje, a blog prowadzony jest na porzeby kampanii. W sieci zawrzało. Bloggerzy poczuli się oszukani i dziwili się, że nie zaproszono prawdziwych osób do testowania. Tylko dzięki szybkiej reakcji firma zawdzęcza happy end – przeproszono wszystkie urażone osoby oraz zaproszono na nowy blog, gdzie można było dyskutować o produkcie.

Generacja Y na 3 sposoby.
Blog YPluse był o generacji Y. Aż do momentu kiedy pojawił się ciekawy post o komentarzach naprzykrzających produkty Worner Brothers. Co w tym dziwnego? Blog prowadziła dwójka pracowników WB udających nastolatków.
To nie koniec. Komentarze WB umieszczane były na mp3blogach.
Podobną akcję miał promując film o Supermanie: tydzień przed umieszczeniem trailera na YT zarejestrowano ponad 7 tys użytkowników. Potem WB zamieściło filmik, a fani rzucili się na niego wychwalając w niebogłosy.
Od tego czasu chyba siedzą już spokojnie.

Krowa też nie pomogła
Dr Pepper (producent napoi bezalkoholowych) stworzył bloga o produktach na bazie mleka. Nazwał go „Rozszalała Krowa”. Namawiał młodych bloggeró by publikowali swoje doświadczenia z produktami tej marki. Oczywiście zaznaczając, żeby nic nie chwalili się innym i nie pisali dla kogo to robią. Zarówno ragingcow.com jak i kilka innych blogów, które linkowali (np. sirleepig.com, barnyardrant.com) było flogami.


Nokia rozdała swoje telefony z kamerą wielu opiniotwórczym bloggerom. Nie prosili, aby napisano o produkcie, ale dużo z nich napisała. Gdy sprawa wyszła na jaw było wiele szumu i problemów.

I po polsku
Mieliśmy również swój polski flog, a jakże. Oczywiście mało kto o nim wiedział, a jeszcze mniej pamieta. Chodzi o rysie. Nie, ja nie żartuję. Rysie były bardzo ekologiczne i chciały „uwolnienia papieru i ratowania lasów”. Polityka podejrzewała je o sprzyjanie firmom Fujitsu-Siemens (które produkują papier elektroniczny).
W dwa dni po pojawieniu się atykułu w sieci Rysie się przyznały:

Nasze działania (poparte przez szerokie rzesze społeczne, czego dowodem jest nadanie kilku miejscowościom w Polsce nazwy Rysie) wspiera NetPress , producent i dystrybutor prasy elektronicznej.

Jak nie drzwiami to oknem..
Jeśli nie chcesz zakładać całego bloga przekup autora, żeby poświęcił Ci przynajmniej wpis. Przecież nie zawsze trzeba podpisywać, że jest sponsorowany, prawda?
Gorzej jak sprawa wyjdzie na jaw. Doświadczyła tego Irena Magierska, autorka bloga „Zjadamy reklamy” oraz agencja Streetcom. Tym razem nie chodziło o pieniądze, a o komórkę: Motorolę SLVR L7. Wzamian za telefon Pani Irena miała wyrazić swoją opinię. I wyraziła: pochwaliła za wygląd i zganiła za trudność obsługi. Kiedy sprawa wyszła na jaw po początkowych zaprzeczeniach przyszła pora na skurchę i przyznanie się do winy.
Ilu bloggerów jednak nie zostało złapanych na gorącym uczynku?

Microsofr utknęło w oknie.. albo monitorze
Żeby nie piętnować tylko swojego podwórka podam przykład z USA, gdzie wszystko jest w skali makro – sponsoring też 🙂 Nie tak dawno, bo jeszcze przed premierą Windows Visty, firma Billa Gatesa postanowiła zainwestować z bloggerów. Kilku najbardziej opiniotwórczych otrzymało najnowsze modele laptopów Acer Ferrari z w/w systemem. Do komputera dołączono list, że sprzęt generalnie należy do nich na tak długo jak trzeba. Ale u jednego z bloggerów to trzeba szybko się skończyło po tym jak opisał całą praktykę nie zostawiając na koncernie suchej nitki. Na dodatek postanowił sprzedać swój przydział.

Jak nie oknem, to .. kominem
Skoro nie blogiem i nie wpisem to może.. komentarzem? W końcu forum, komentarz – jeden kit. Historia zna i takie przypadki. Znacie blimp (nie mylić z blip)? Może zapoznaliście się z nim właśnie dzięki takiej reklamie. Wynajęta przez Grono.net agencja reklamowa* zachwalała blimp (coś jak status opisowy na Gronie) w komentarzach blogów. Stosowane są 2 taktyki: zachwalania na sucho, lub na mokro (jak ja to nazywam).
Metoda sucho to jest reklama bez wazeliny: reklamuje się produkt, usługę czy firmę w samym komentarzu.
Metoda na mokro zakłada napisanie czegoś neutralnego (lub pozytywnego do autora blogu) i podanie linka. A co będzie po „drugiej stronie lustra” to już zależy od fantazji reklamodawcy.

Oto przykład takiej reklamy ze strony prawo.vagla:

Słuchajcie własnie odkryłem nowa opcję. Super sprawa. Poleczam wam wszystkiem. Zobacz – Blimpnij!
Grono.net ma blimpa – niezwykłą usługę, która zmienia sposób korzystania z serwisów społecznościowych.
Na czym polega blimpowanie? Jest to szybka (i zazwyczaj krótka) wiadomość pojawiająca się jako błękitna chmurka na profilu gronowicza. Rewolucja polega na sposobie zamieszczania wpisu – można dokonać tego nie tylko w serwisie grono.net, ale także za pomocą SMSa. Z dowolnego miejsca (nawet na melanżu, z dala od komputera) błyskawicznie można informować przyjaciół (a właściwie wszystkich zainteresowanych ) o aktualnym stanie ducha i ciała: nastroju, najbliższych planach oraz o tym, co aktualnie robią.
Tylko pozornie blimpowanie przypomina błyskawicznego bloga – w rzeczywistości blimp jest sposobem na zawiązanie jeszcze mocniejszych relacji ze znajomymi. Bo w blimpie nie chodzi o pisanie, ale o utrzymanie ciągłego kontaktu z przyjaciółmi.
Autorzy serwisu spodziewają się, że usługa wywoła prawdziwe szaleństwo wśród Gronowiczów. Każdy użytkownik ma możliwość blimpowania oraz czytania blimpów innych, dostępnych w specjalnej zakładce. Fajne i błyskotliwe blimpy można zachować w zakładce faworki. Istnieje także oddzielna zakładka tylko z blimpami znajomych.
Blimpy dostępne są od dziś w serwisie grono.net na http://grono.net. Screenshot nowej usługi można zobaczyć tu:
http://media.netpr.pl/PressOffice/getFile.PressRelease.76506.po?oid=30903

Jak pisze dalej VaGla – PF publikował swoje wypociny nie tylko tam:

Komentarze związane z kampanią „Blimp’a” osoba podpisująca się Piotr F. (u mnie zostawił też nazwisko) opublikowała m.in.:
w serwisie ithink.pl, pod tekstem Internet szansą dla wszystkich?
na forum Gazeta.pl Re: Twitter czyli szał na mini blogging (piotrf393; IP: *.internetdsl.tpnet.pl)
u Krzysztofa Urbanowicza (mediacafepl), pod tekstem Amerykanie wierzą, że blogi i dziennikarstwo obywatelskie to przyszłość (Piotr F)
W blogu Kazimierza Marcinkiewicza na Onecie: Słuchajcie: jest nowa opcja – Blimpnij! Grono.net ma .. (~Piotr F, 2007-04-27 12:31)

W opowiedzi na maila, agencja Neuron napisała kilka ciekawych zdań:

Nie piszę o tym publicznie, ponieważ w tej sytuacji nie chcemy dodatkowo sprawiać wrażenia, że za pośrednictwem otwartych forów chcemy nadal prowadzić coś co wygląda jak guerilla marketing w najbardziej prostackiej wersji – a ani Klient nas o to nie prosił, ani my nigdy nie wykonalibyśmy takiego zadania.

  • Kontakt dla mediów Agencji Neuron:

Lidia Marcinkowska
l.marcinkowska [ a t ] neuron [kropka] pl
Neuron Agencja PR
Ursynowska 34 lok. 2
02-605, Warszawa
tel.: (22) 425 56 48
fax: (22) 844 7787
www: http://www.neuron.pl

Reklamy